Do Ciebie Krulowo

Jeśli to czytasz – niech to będzie ostatnia rzecz, którą tutaj przeczytasz.

Ten blog to forma pamiętnika, Przyjaciela któremu się zwierzam. Część z tych zwierzeń nie jest przeznaczona dla Ciebie, o części wolę porozmawiać z Tobą osobiście. To, że tutaj je opisuję, to forma spowiedzi z samym sobą – próba poukładania sobie myśli, spostrzeżeń i odkryć. Posortowania tych, które coś znaczą i oddzielenia ich od tych które są błahe, niepotrzebne, czasem po prostu nierzeczywiste…

Nie chciałbym, żebyś to czytała. Jeśli jednak będziesz – to będzie niefajne doświadczenie. Nie dlatego, że myślę o Tobie źle – bo tak nie jest, wiesz przecież… Głównie dlatego, że piszę tutaj o tym co jest złe. Zobaczysz krzywe zwierciadło, a Ty w jego odbiciu będziesz wyglądać zupełnie nierzeczywiście. Ale to Twój wybór…

Ideał

Spadła mi z nieba.
Taka ilość przypadków, która nas połączyła, to nie może być nic. Nie wierzę w takie nic.
To Ona mnie znalazła. To Ona zaczepiła. Tylko Ona naturalnie zareagowała na wpis na portalu randkowym o pomocy w dojeniu kóz – wszystkie inne uciekały, daleko… Ona jest zootechnikiem. Ona kocha wiejskie życie, mieszka na tyle daleko, że na bank bym tam nie szukał. Ona jest szczupłą blondynką, ma 175 cm wzrostu i nogi aż do nieba. Ona jest słowianką, Ona jest niezależną, mądrą kobietą, która potrafi mnie zaskoczyć, której chcę słuchać. Jeszcze, ale może i dłużej…
Ona ma swoje hobby, które nie jest banalne.
Pozwoliłem Jej poczytać tego bloga i nie uciekła…
Wręcz przeciwnie.
Ona też przechodzi przez rozwód.
Ona też ma dzieci.

Zakochałem się, jak gówniarz.

Przyjeżdża do mnie jutro, na tydzień. Spędzimy go z czwórką dzieci i trójką psów – bo T. dostanie od niej Jacka Russella na urodziny. I niczego w życiu nie byłem tak pewien jak tego, że jeśli przetrwamy ten tydzień – to to będzie moja żona.
Chociaż Ona nie chce wychodzić za mąż, ma złe doświadczenia.

Ideał…

This is The End

No i zacząłem romans z chemią. Najpierw zamiast, później równolegle, teraz już ogarniam jak zamieniać, nawet z drinkami. Jest dobrze, trzeba słuchać organizmu i można zwyczajnie wyluzować… I są ciekawe spostrzeżenia:

Odetnijże się człowieku od ludzi toksycznych. Ludzi, których przyjaźń więcej kosztuje Ciebie, to Ty na niej tracisz: emocjonalnie, życiowo, finansowo…

…i świat od razu robi się lepszym miejscem!

Knuje nowy DaPlan. Postępy: Mediacje o opiece nad dziećmi. Zobaczymy ile Kurczak ma naprawdę klasy. Jestem otwarty na każdy scenariusz, byle nie grała dziećmi – im bardziej będzie, tym odejdę dalej. Ale największy postęp chyba jest taki, że ona to zrozumiała – to KONIEC.

Druga noga DaPlanu stoi w miejscu. Nic się nie buduje….

Baba z wozu…

Dokonałem ostatnio serii epokowych odkryć. Jakaś nieprawdopodobna ewolucja mnie nabrała szaleńczego tempa – po serii ciosów, którymi byłem karmiony przez dwa tygodnie, będąc w najgłębszej depresji ever, aż po prawie doskonałą nirwanę – czuję, że wreszcie wyszło słońce, wszystkie puzzle się układają, a ja zaczynam mieć jakiś cel. Nie jakiś – wyraźny i ostry Cel!

Wiem po co żyję i odnajduję swoje miejsce w świecie.

Odkryłem na przykład, że kiedy opuszczą nas wszyscy współpracownicy i zostajesz sam z podupadającą firmą, której nie chcesz już rozwijać, a mimo to – przynosi niezłe dochody, że można by tą firmę zamknąć! Nie myśleć o tym, nie martwić co będzie z dziełem twojego życia, tym co dalej, tylko po prostu: zamknąć! Zrobić ten krok, przejść dalej i popatrzeć w przyszłość? Jezu, to takie proste!?

Muszę pojechać na dłuuuugie wakacje. Po kilkunastu latach prowadzenia działalności – należy mi się…

Odkryłem też, że pomimo że dalej strasznie kocham Kurczaka – a może zwłaszcza dlatego – nie możemy żyć w takiej patologicznej sytuacji, kiedy oni mieszkają u mnie, widzimy się codziennie, okazjonalnie gdzieś wychodzimy, jemy wspólnie posiłki… Można rzec: szczęśliwa rodzina! Nie da się tak… Ustaliliśmy, że się rozchodzimy – przeprowadźmy to do końca. Odetnijmy pępowinę. Skoro ja się w tym gubię i ciągle myślę gdzieś w najdalszych zakamarach podświadomości że to jeszcze posklejamy, to jak mają nie gubić się w tym nasze dzieci? Muszą się wyprowadzić z mojego domu, jeśli chcą mieć jakieś normalne alimenty. To nie jest żadna złośliwość – muszę go wynająć, żeby budżet się zgadzał; mają czas do wakacji aby wysłać dzieci do nowych szkół w razie czego. Będę wtedy bez pracy, nie wiem czy wyrobię na normalne alimenty, a te które zasądziłby mi sąd (jeśli chciała by walczyć) Kurczakowi nie wystarczą nawet na waciki… Szach mat.

Ale nie powiem, że podjęcie decyzji nie ułatwiło mi pojawienia się Kurczakfuckera w moim domu. Domu, za który płacę wszystkie rachunki tylko ja, dbam o niego tylko ja; w mojej sypialni, przy moim stole… Trafiła idealnie, zabolało. Ale i decyzję ułatwiło.

A ja? A ja pierwszy raz od dłuższego czasu z optymizmem widzę przyszłość. I wreszcie, pierwszy raz od ponad (już!) dziesięciu lat wyzbyłem się wszystkich emocji do Kurczaka. I tych złych i tych dobrych na szczęście też – jest mi tak cudownie obojętna, że naprawdę interesują mnie tylko sprawy związane z naszymi dziećmi. To, że wreszcie poszła z kimś do łóżka to bardzo dobrze dla niej – taka petarda w jej wieku powinna to robić znacznie częściej, straszne marnotrawstwo! Ale i pomogło mi zohydzić sobie swoją Boginię…

Może trochę za dużo palę – bo bywa czasem ciężko zwlec się z wyra bez blanta, żeby mnie coś nie wyprowadziło z równowagi… Ale alternatywę mam tylko w chemii, a tej na razie nie chcę. Muszę coś brać, bo dalej… świat na trzeźwo bywa nie do przyjęcia…

Znowu coś odkryłem. Chociaż nie wiem, czy to się liczy – bo odkryłem po raz któryś…

 

Po tych wszystkich sercowo-łóżkowych niepowodzeniach, które złożyły się na jakiś bilans doświadczeń, chyba nadszedł czas na podsumowania, wyciąganie wniosków.

A te nie są optymistyczne… Jestem cholernym singlem z moim cholernym singlowym światem do którego coraz trudniej wpuścić kogoś obcego. Staję się ukierunkowanym na siebie i swoją wygodę egoistą, który na myśl o kompromisie i ustępstwach woli obrać inny kurs i opłynąć przeszkodę… Zupełnie jak Iga.

Nie rozumiałem jej. Zupełnie tak samo, jak teraz nie rozumiem siebie. Chociaż – cholera, tak naprawdę rozumiem, ale łatwiej mi udawać przed samym sobą, że nie rozumiem dlaczego Iga nie chciała głębszej relacji niż seks co weekend – bo musiałbym przyznać, że ona po prostu nic do mnie nie czuła i nie widziała we mnie materiału na przyszłość. Załapałem to teraz, kiedy jest Ania, z którą jest świetny seks w weekendy, fajnie się gada, ale – cholera – nic do niej nie czuję. Nie zakocham się. Nie oszaleję dla niej…

To odkrycie podsunęło mi dwie, kolejne myśli: może ja mam jakąś blokadę na związki, jak Iga? A może… co właściwie bardziej prawdopodobne… ja nigdy nie przestałem kochać Kurczaka? No jest to jakiś trop… Cholera, tak zupełnie obiektywnie – kocham ją…

Ja wiem, że to działa jak sinusoida – od skrajności pod tytułem „nienawidzę jej” do „kocham” i z powrotem, ale tak zupełnie między nami – kiedy zobaczyłem ją w październiku na pogrzebie jej ojca: silną, dumną, zapłakaną i wreszcie z emocjami na wierzchu – zrozumiałem, że to kobieta mojego życia. I że jest w nas jakiś potencjał, że możemy stworzyć coś, czego nigdy nie doceniałem – bo nigdy nie nauczyłem się poruszać w tej materii: Szczęśliwą Rodzinę.

Ale ona też się nie  nauczyła. Nie, nie winię jej – jest już dość późno na lepienie tego w całość. Ale przemogłem się, wyznałem jej to co czuję i… no cóż, to wszystko. Ona ma swój świat, do którego nie chce mnie już wpuszczać; swoje plany, których pewnie nigdy nie zrealizuje, ale się ich trzyma; swoje przyzwyczajenia, których nie chce zmieniać; swoje życie, którego już chyba nie chce ze mną dzielić. Chyba nawet nie chce z nikim dzielić (co jest dla mnie największą niewiadomą, biorąc pod uwagę jak piękną, seksowną i zadbaną jest kobietą). A może po prostu chciała być miła i nie wszystko mi powiedziała? Nie wiem… Jedyny pożytek z tej sytuacji jest taki, że trochę nauczyliśmy się z tym naszym rozwodem żyć, gadać ze sobą i jakoś się znosić.

Chociaż coś mi mówi, że zmarnowałem szansę na przeżycie reszty życia z Kobietą Mojego Życia, ale – nie wiem czy ze względu na wspomnianą sinusoidę w uczuciach czy po prostu zmęczenie materiału, chyba czas przestać o nią zabiegać i robić z siebie głupka. Jestem w stanie dla tego dużo poświęcić, ale żyć z kobietą, która mnie nie kocha bym nie potrafił.

Cholernie depresyjnie. Jakoś zawsze potrafiłem powiedzieć: „Pół świata tego kwiata” i szukać dalej. Ale – odkąd układ „przyjaciół z korzyściami” z Anią funkcjonuje, jakoś nie widzę celu w szukaniu dalej. Miałem już dwie cudowne kobiety w życiu, idealne partnerki do założenia rodziny i obydwie w jakiejś perspektywie zostawiłem. Oprócz tego zylion mniej lub bardziej toksycznych związków. Naprawdę ciężko w tej sytuacji powiedzieć sobie: Do trzech razy sztuka…

ps. Dziś pierwszy trzeźwy dzień od naprawdę dłuższego czasu. Postanowiłem przestać palić na jakiś czas. Nie wiem jak to zniosę, bo jakoś przywykłem do blanta na śniadanie i kolację, ale postaram się to jakoś ogarnąć. Chyba że znów świat na trzeźwo będzie nie do przyjęcia…

Będę tu częściej pewnie.

Zapach Naszych Czasów

Świat jest z grubsza poukładany. W naszej „dzielni” karty rozdaje Unia Europejska. Chcesz czy nie. To tam załatwia się interesy wielu grup zawodowych, narodowych i gospodarczych. To mniej więcej działa; bogaci się bogacą, najbiedniejsi nie biednieją, a pozostałe 70% jest zawieszone gdzieś po środku…

I mamy tam dobre wtyki. Nasze wtyki nie mogą działać nawet półoficjalnie; nie mogą być stronniczy – to nie boks czy piłka nożna z przełomu wieku, tu za „drukowanie meczy”, czyli ustawianie „swoich” skazujesz się natychmiast na 3 ligę i ostracyzm… Ale mogą działać nieoficjalnie. Na rzecz – zupełnie przypadkowo – głównie Polskich firm logistycznych skutecznie blokować zakaz nieuczciwej konkurencji, który lansuje coraz więcej krajów UE. Dużo mogą. Zawsze i wszędzie Pierwsi (czy tam Prezydenci czy …Prezesi) mogli dużo. Tak to działa w Świątyni Demokracji.

Tak jest dobrze, bo najbogatszym jest dobrze. Najbiedniejszym nie biedniej, a języczkiem u wagi – albo właściwie tortem – jest to pozostałe 70% zawieszonych…

Historia się jąka, wiadomo nie od dzisiaj. Powtarza cyklicznie, z jakimś (pewnie już dawno ustalonym i możliwym do prognozowania) algorytmem. A języczkiem u wagi (którego jest demokratyczna większość!) najłatwiej sterować. Czy to zasadą „ciepłej wody w kranie” PO, czy „Powróćmy do normalności po ‚szoku’ AWS” SLD, czy chociażby teraz: „Pińćsetplus”, „Dobra Zmiana” czy coraz głośniejsze pogrywanie na Narodowo-Socjalistycznym Tam-Tamie rytualnych rytmów… Nie, nie zmierzam tu do pointy, że historia naszego Małego Księci…. znaczy – Wodza, zatacza koło z początkami działalności NSDAP i Fuhrera. I to zupełny przypadek, co znaczy „fuhrer” po ichniemu…

Dlaczego tak jest? Bo podobnie jak Dzida Bojowa składa się z: Przed-dzidzia Dzidy Bojowej, Śród-dzidzia Dzidy Bojowej i Tył-dzidzia… i tak można długo… Ale podobnie – czysto matematycznie – tym języczkiem u wagi tych 70% średniaków, jest następne 70% średniaków i dwa skrajne, pomniejsze skrzydła. A to 70% Aj-dont-kersów z 70 % średniaków to będzie jakieś 18,880 tyś. ludzi w Polsce z 2013 r (świeższych danych nie znalazłem na szybko). A głosujący (wraz z tymi w perspektywie najbliższych wyborów, czyli 15-65+ lat) to mniej więcej 85 % z tych najbardziej średnich ze średnich, niezdecydowanych z niezdecydowanych i podatnych na pranie mózgu… Nas…

Dokładnie 16.048.000 ludzi. Ty wiesz jaki to Tort do dzielenia???

No to dzielą, od lat. Ale dzieje się rzecz dziwna, której – nie wiedzieć czemu – nikt nie chce zauważyć: to koło, które zatacza historia właśnie, zdaje się nie być „szesnaskom” z „Golfa Pińć”. Zdaje się być duuuużo większe. Jak przynajmniej 20″ z E-65. Ba! 28″ do przodu do… Ursusa! Ale do przodu, nie do tyłu… Nie sięgajmy więc tego NSDAP na wszelki wypadek… Ale też nie sięgajmy czasów PiSu 2005 i Marcinkiewicza, ROPu czy AWS. Obym się mylił, ale czasy trochę pachną Rewolucją. It’s Revolution Baby! Na skalę Solidarności, przeprowadzoną za ciężkie pieniądze z globalnych źródeł, pieprzoną rewolucją!

Czyli nie pachną.

Mądrości Ludowe

„Świat jest naprawdę nieskomplikowanym miejscem”.

Mało mówi, ale jak już coś powie, to trudno się z Nim nie zgodzić…Ostatnio to zrozumiałem. Tak samo jak to, że wszystko było ‚po coś’: Pani A. uświadomiła mi jak daleko chwilowemu oczarowaniu do Miłości mojego życia. Pani I. nauczyła, że z pięknymi, wartościowymi i mądrymi kobietami trzeba postępować cierpliwie. A Pani M., że Miłość życia jest tylko jedna. Na zawsze.

Zastanawiam się, po jaką cholerę my tak komplikujemy ten świat…

Łóżkowe rozterki

Przeczytałem sobie historię wpisów mojego bloga i muszę przyznać – z perspektywy czasu śmiesznie się to czyta. Zwłaszcza moje przewidywania. Żeby było się dalej z czego śmiać, napiszę moje prognozy – jestem tak w tym kiepski, że na bank się nie sprawdzi.

Pani A. okazuje się ciekawa. Zrobiło się blisko, na tyle blisko że trzeba było ją troszkę ostudzić. Bo ja to kretyn jestem, zamiast brać co jest na stole, ja dalej mam jakieś moralne opory i hamulce. Zamiast teraz siedzieć i klepać ten wpis, mógłbym siedzieć u niej i klepać ją po tym jej fantastycznym tyłku, ale postanowiłem wychowawczo nastraszyć ją przed rozdawaniem adresu ludziom z internetów. I co? I wystraszyłem… Teraz nie pozostaje mi nic innego, tylko siedzieć i grać focha, bo tak naprawdę nie mam pretensji że się wystraszyła – chyba po prostu wczoraj czar prysł… O ile fizycznie mnie bardzo kręci (mimo że nie ma biustu, ale nie można mieć wszystkiego), intelektualnie jeszcze bardziej – to nie bardzo pasuje mi, że pół wieczoru siedziała przyklejona do komórki odpisując na esemesy z koleżankami. Jeszcze bardziej nie pasuje mi, że drugie pół wieczoru wystrzeliwała słowa z prędkością kałasznikowa. Jej hiperaktywność zahacza o choleryczność – nie wyobrażam sobie okoliczności w jakich wylądujemy w łóżku… A już najbardziej nie pasuje mi, że nawet nie stwarza pozorów, że chce za coś zapłacić, podzielić rachunek albo partycypować. Nie no, ja wiem – jest kategoria lasek które tak mają, ale zwykle wyglądają znacznie bardziej cukierkowo, są kokietkami albo się za to umieją później zrewanżować… Ona gra kumpla. Kumpel płaci za siebie. Z kumplem się nie idzie do łóżka. Nigdy się to nie sprawdziło…

Pojawiła się pani G. Pani G. odpisała na moje ogłoszenie o grupie wsparcia. Pani G. jest nieszczęśliwa ze swoim mężem, z którym jest 20 lat. Pani G. spała w życiu tylko ze swoim mężem (!), a od 3 lat – kiedy okazało się, że wali ją w rogi, nie sypia z nikim w ogóle. Piszemy sobie angażując się niewinnie w mały flircik, chociaż Pani G., mieszkając w złotej klatce, nie bardzo ogarnia otaczający ją świat: jest źle, bo nie kocha męża, ale to nie powód do tego żeby się rozstawać, bo są dzieci, jest majątek, bardziej majątek. Mąż dużo pracuje, nawet w weekendy, ale na pewno już jej nie zdradza (!!!). Jest nieszczęśliwa, romansuje z jakimiś typami z internetów, ale nie ma odwagi na pójście na całość czy przeniesienie flirtu na poziom realnego życia. Jest ciężko, bo praca zawodowa, dzieci, dom, zajęcia pozalekcyjne, ale przecież musi ona, bo mąż dużo pracuje. Kurważ, facet wychował sobie niewolnicę; poszedłbym z nim na piwo posłuchać paru porad, gdyby nie to, że niewykluczone że doprawię mu wkrótce rogi. Bo mam takie myśli, a jądra pełne… Umówić się w hotelu i pokazać jej wreszcie co to jest orgazm? Jak można całe życie przeżyć nie znając tego uczucia??? Jestem dziwnie spokojny od jakiegoś czasu, że prędzej wypali ten scenariusz niż zapłonie łóżko pani A…

Ale jak znam życie, jest duża szansa, że pani G. jest tak atrakcyjna, że mój mały przyjaciel na nią by nie zareagował. Tak to już jest z kobietami z internetów, a i z biegiem lat on robi się coraz bardziej wybredny…

Szarpania Małego Streszczenie, czyli SMS

Interesująca jest Pani A…

- Co nowego? Lubisz Cave’a?

- Obcięłam włosy.

- Jakoś to zniese

- Musisz (albo możesz) się więcej do mnie nie odezwać. A o co chodziło z tym Cave’m?

- Zawsze jest trzecia droga – poczekać aż odrosną. A z Cave’m film wyszedł i nie chce mi się iść samemu. Ale jak go nie znasz, to Ci się nie spodoba – to geniusz, ale dziwny. W dodatku miał ciężki rok… Nieee, pójdziemy na Bridget Jones!

- Zawsze jest trzecia droga…

Dobra jest, nie?

Przedszkolne spostrzeżenia

Byłem dziś na zebraniu w przedszkolu młodszej latorośli. Sprawy organizacyjne, pomysły, wyjazdy, koszta, jakieś pytania, ble, ble, ble… Aż nagle ktoś zapytał o sposoby karania dzieci, kiedy są nieposłuszne, oporne, złośliwe, agresywne – krótko pisząc – wredne.

Bardzo szanuję panie przedszkolanki, obie z dużym doświadczeniem, jedna (była) Pani Dyrektor Placówki, prawdziwy diament. I cóż owe Panie robią? Kiedy dziecko jest niegrzeczne, sadzają w ławce z boku i ma przemyśleć swoje zachowanie. Kiedy płacze – ma pójść do łazienki, ‚wytrzeć łzy’. Kiedy jest ekstremalnie niegrzeczne – zostaje wyproszone z pokoju. Idea jest jedna i zawsze ta sama: osobnik ma być izolowany od grupy. I tak sobie myślę, że to cholernie skuteczna metoda.

Najgorsza na świecie jest samotność…

Zrobiłem grupę wsparcia. Przyszedł… jeden facet. Ale ilość przeszła w jakość, facet trochę w podobnej sytuacji życiowej. Inteligentny, otwarty, oczytany i ochodzony w takich grupach. Opowiedział mi o paru – kurde, chyba się na jakąś przejdę, cóż mam do stracenia? Trochę pomogła mi ta rozmowa. Nie za wiele – ale pomogła. Swoją drogą – miała rację jedna postać w odpowiedzi na anons: jeśli ktoś szuka pomocy w internecie – oczekuje jej w internecie. Jeśli wyjdziemy poza sferę anonimowości, jaką ten internet daje – to już przestaje być takie proste… Potwierdza się to. Zrezygnowało ze spotkania 4 – 5 osób, podając jakieś durne błahe powody nieprzyjścia w ostatniej chwili…

Lajf gołs on…

A, jeszcze randka. Boskie, wysportowane ciało, ładna (ale bez przesady) buzia, jakiś nieopisany feler w urodzie – ale lubię takie. Poza tym bystra i byłoby co z tego. Ale mam wrażenie, że nie chce tego ciągnąć… Cóż, dwa razy odezwałem się ja pierwszy. Do trzech razy sztuka – i pewnie tyle z naszego randkowania…